Zacznijmy od tego, że powieść Pauli
Hawkins świetnie wpisuje się w konwencję thrillera. Początek jest
niewinny i spokojny, bliżej poznajemy jedną z głównych bohaterek,
tytułową dziewczynę z pociągu. Potem jednak wszystko się komplikuje za
sprawą zaginięcia Megan – kobiety, którą bohaterka codziennie
obserwowała zza szyby przedziału. Za jej sprawą Rachel powraca do
miejsca, w którym wiodła szczęśliwe życie z byłym mężem. Przychodzi jej
się zmierzyć nie tylko z demonami przeszłości, ale tajemniczym
porywaczem odpowiedzialnym za zaginięcie kobiety. Właśnie, kim może być
napastnik? Tutaj tkwi cała magia tej historii – podejrzenia przechodzą z
jednego bohatera na drugiego, wywołując u czytelnika mieszaninę
ekscytacji i słodkiej irytacji. Gdzieś wśród rzędu pięknych domów i
idealnie wypielęgnowanych trawników skrywa się bestia w ludzkiej skórze,
a my, wodzeni przez autorkę, nie możemy odkryć jej tożsamości. Przez to
„Dziewczyny z pociągu” nie da się zwyczajnie czytać na raty, dlatego
siadając do lektury warto zorganizować sobie więcej czasu.
Bohaterkami tej książki są tak naprawdę
trzy kobiety, których losy splotły się sobą za sprawą przypadku. Rachel,
Anna i Megan żyją w zupełnie innych światach i mają całkowicie odmienne
charaktery.





